Lekko zawstydzona, wystraszona. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
Spotkałam się z przyjaciółką a 5 minut po spotkaniu już siedziałam przed gabinetem psychiatry. Chyba nie zdążyłam się przygotować do tego, ale czy idzie się przygotować do tego? Może to i lepiej, że nie musiałam się zbędnie stresować w domu. Obok mnie siedział chłopak, na oko z 18 lat, był z mamą. Moja mi nawet nie zaproponowała, że może pójść ze mną. Zapisała, przekazała informacje i tyle. Przez przypadek wyszło że jesteśmy zapisani na tę samą godzinę i przeszło mi przez głowę żeby się ewakuować, nie uciec, tylko ustąpić temu chłopakowi. Potem jednak okazało się, że on był na 15 20, po prostu pomylili 5 z 7 i stąd to nieporozumienie. Weszłam, przedstawiłam się i nagle ta kobieta się na mnie patrzy i uśmiecha. Poczułam się nieswojo.. To chyba ja muszę zacząć rozmowę. Wyglądało to tak, że ja mówiłam, a ona pisała. Wypytywała o rodziców, powiedziałam o tacie alkoholiku. Doszła do wniosku, że skoro zawsze rodzice odstawiali mnie i braci od tego problemu, czyli nigdy z nami nie rozmawiali o tym że ojciec pije to nauczyli mnie, że każdy problem jaki się pojawia w moim życiu muszę rozwiązać sama, nie mam ochoty z nikim się nim dzielić, bo boję się czuć gorsza, czuć się jak ktoś kto przysparza tylko kłopoty i zmartwienia.
Próbuję być perfekcjonistką, co doprowadza do tego, że w skutek niskiej samooceny zawalam wiele rzeczy. Wmawiam sobie, że nie dam rady i odpuszczam, bądź się nie podejmuję niczego.
Problemem są tu też rodzice, którzy nie stanowią dla mnie żadnego wsparcia. Tylko, że ja nie odważę się powiedzieć im tego. Zresztą moja mama niby była zainteresowana jak wizyta u psychiatry, ale tak naprawdę to w ogóle nie chce ze mną o tym porozmawiać. Wróciłam do domu po 18, a dom był pełen ludzi i ona wtedy pyta 'jak tam było?' tak jakbym miała jej odpowiedzieć w jednym zdaniu i chyba najlepiej jakby to zdanie brzmiało 'wszystko super. już nie będę wymiotować, ani się objadać.' Rzuciłam tylko głupie 'potem Ci powiem'. Tak więc, jestem pewna, że nie wrócimy do tematu, albo powiem kilka kłamstw na odczepnego.
Dalej jestem sama z moją chorobą, mogłam się wyżalić psychiatrze, ale nie czuję, żeby to jedno spotkanie cokolwiek zmieniło w moim życiu, czy w moim myśleniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz