czwartek, 26 lipca 2012

Jestem obżydliwa

Jestem nażarta jak świnia. Wstałam specjalnie wcześniej żeby isć do sklepu na luzie. Kupiłam płatki które zjadłam całe, 350 gr co równa się 1571 kcal plus mleko, jogurt, później frytki na obiad, po drodze ciasto i ciastka jakieś, cały słonecznik 150 gr czyli około 700 kcal, a na zakończenie dnia tosty. Jakby się zastanowić i podliczyć wszystko to z 4000 kcal. Czuje się jak balon, jak można tyle zjeść? Po co mi to było. Oczywiście żeby zagłuszyć wyrzuty, ciągle sobie powtarzam od jutra głód, nie patrz na to co zjadłaś dziś.
Moja przyjaciółka mi mówi, że żyjąc tym życiem i w tym miejscu jakim żyję nigdy się nie uwolnię od obżarstwa, wstrętu do samej siebie, od wymiotów. Podobno powinnam zmienić otoczenie. Zacząć żyć na własną rękę, w innym mieście, wśród innych ludzi. Zacząć od nowa i radzić sobie samej, albo nie do końca samej. Ona ma ten sam problem co ja. Nikt mnie tak dobrze nie rozumie jak ona. Wiem, że nigdy nikt tego nie zrozumie oprócz osoby cierpiącej na to samo. Marzyłyśmy, żeby wyprowadzić się, wynająć pokój, znaleźć pracę, zacząć studia, wspierać się nawzajem. Zakończyć rozdział z tymi całymi zaburzeniami.
Jednak ja się boję, nie potrafię chyba się usamodzielnić. Co jak nie dam rady?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz