Tak się cieszyłam . Miałyśmy iść do kina wczoraj z dziewczynami. Jednak napisały mi w ostatniej chwili, że nie przyjadą. Godzina 20, ja ubrana, pomalowana, uczesana. Gotowa do wyjścia. Noc miałyśmy spędzić poza domem. A tu nici.
Co czułam? Zastanawiam się nad tym bo oczywiście potem był 'atak'. Rzuciłam się na jedzenie, żeby poprawić sobie humor. Zawsze moim motywatorem do nie nażerania się jest wyjście, umówienie się z kimś. Zjadłam pizze, popcorn, ciastka, cukierki, a nawet kawał ciasta o północy.
Psychiatra powiedział mi, że jest to zajadanie jakiś uczuć, chcę się czuć lepiej jedząc. Sprawić sobie przyjemność, a to że potem są wyrzuty to już swoją drogą.
Tak więc czułam się wystawiona, rozczarowana, zła, że znowu muszę siedzieć w domu i te wszystkie uczucia nie były skierowane do dziewczyn. Bo ja też czasem zawalam i odwołuje spotkania w ostatniej chwili. Te uczucia pojawiły się ponieważ byłam gotowa do wyjścia, czułam się dobrze, bo się nie objadłam. Chciałam wyjść do ludzi. A tak często mnie powstrzymuje uczucie grubości, wstrętu do mojego wyglądu. Teraz go nie było, a ja nie miałam gdzie i z kim wyjść. To mnie najbardziej zdołowało.
Dzisiaj cały dzień jestem na głodzie. Pije wodę i nie myślę o jedzeniu. Chciałabym, żeby to potrwało dłużej.
Mierzyłam sukienkę którą mam ubrać już za 3 tygodnie na wesele. Jest dobra, ale czuje, że wyglądam grubo. Więc mam kolejny powód aby nie zawalić.
Po miesiącu wolnego, znowu od jutra praca. Lubię tę pracę, ale też jej nienawidzę.
Jestem tam sama, nikt mnie nie kontroluje, wykonuję ją z radością, mam kontakt z ludźmi, ale z drugiej strony praca w piekarni z moimi zaburzeniami to męczarnia. Jak być na diecie kiedy muszę patrzeć na te wszystkie bułki, drożdżówki, ciasta? Kusi bardzo. Dlatego nie raz zawaliłam i wydałam np. 10 zł w ciągu 2 godzin, kupując przeróżne pyszności. Wychodziłam najedzona i oczywiście łapałam doła.
Nie chcę tego znowu.
niedziela, 29 lipca 2012
piątek, 27 lipca 2012
nic
Wstaje rano z pełnym brzuchem, nienawidzę tego uczucia.
Znowu się zamykam na świat, na ludzi, a przecież tak bardzo uwielbiam przebywać z nimi, chodzić na spacery, na imprezy. Nienawidzę tej pustki, samotności. Chcę coś robić, ale nie mogę. Coś w środku mnie blokuję. Skoro tyle się nażarłam to teraz muszę przecierpieć te sekundy, minuty, godziny w domu, w swoim pokoju, dopóki nie zniknie te obrzydzenie, ten wstręt do własnego ciała. Tak naprawdę nigdy na dobre nie zniknie, ale dietując kilka dni, widząc efekty w postaci płaskiego brzucha, od razu mam lepszy humor, mogę wtedy nosić ludzi na rękach. Dzisiaj miałam w planie nic nie jeść, ale jak zwykle zawaliłam rano, zwróciłam wszystko. Resztę dnia na głodzie. Nie wiem jak to jest, że jednego dnia potrafię tyle w siebie wepchać, a drugiego się głodzić.
Wykąpałam się i umyłam włosy. W wannie było ich mnóstwo, przeczesując ręką, wypadało mi ich strasznie dużo.. nigdy aż tyle. Wystraszyłam się, wiem co jest tego przyczyną, ale chyba musiałabym wyłysieć, żeby przestać wymiotować. Odpukać, wypluć, fe.
Tęsknię za nim. Bardzo chciałabym się do niego przytulić, pocałować go.. ale nie mogę mu się pokazać w takim stanie. Chociaż mi mówi, że jestem piękna, ja w to nie wierzę. Chcę być doskonałą dziewczyną, z idealnym ciałem, ale nigdy nie będę.. Przecież on zasługuje na kogoś normalnego z kim będzie mógł iść na pizze, z kim będzie mógł spędzać każdą chwile, ja pomimo, że chciałabym to i tak jedzenie z nim wygra. Nie chcę go rozkochiwać w sobie, bo później go tylko cholernie zranię, ale nie chcę też go zostawiać, bo cholernie mi zależy. Może powinnam pozwolić jemu zadecydować? Powiedzieć o moich zaburzeniach? Nie mam odwagi, boje się tego, że nie zrozumie, albo co gorsze będzie się litował nade mną.
To złoty człowiek, wrażliwy, troskliwy, odpowiedzialny, poukładany, myśli na poważnie o nas. Idealny.
Powinnam dla niego się pozbierać, ogarnąć, albo odejść już teraz..
Znowu się zamykam na świat, na ludzi, a przecież tak bardzo uwielbiam przebywać z nimi, chodzić na spacery, na imprezy. Nienawidzę tej pustki, samotności. Chcę coś robić, ale nie mogę. Coś w środku mnie blokuję. Skoro tyle się nażarłam to teraz muszę przecierpieć te sekundy, minuty, godziny w domu, w swoim pokoju, dopóki nie zniknie te obrzydzenie, ten wstręt do własnego ciała. Tak naprawdę nigdy na dobre nie zniknie, ale dietując kilka dni, widząc efekty w postaci płaskiego brzucha, od razu mam lepszy humor, mogę wtedy nosić ludzi na rękach. Dzisiaj miałam w planie nic nie jeść, ale jak zwykle zawaliłam rano, zwróciłam wszystko. Resztę dnia na głodzie. Nie wiem jak to jest, że jednego dnia potrafię tyle w siebie wepchać, a drugiego się głodzić.
Wykąpałam się i umyłam włosy. W wannie było ich mnóstwo, przeczesując ręką, wypadało mi ich strasznie dużo.. nigdy aż tyle. Wystraszyłam się, wiem co jest tego przyczyną, ale chyba musiałabym wyłysieć, żeby przestać wymiotować. Odpukać, wypluć, fe.
Tęsknię za nim. Bardzo chciałabym się do niego przytulić, pocałować go.. ale nie mogę mu się pokazać w takim stanie. Chociaż mi mówi, że jestem piękna, ja w to nie wierzę. Chcę być doskonałą dziewczyną, z idealnym ciałem, ale nigdy nie będę.. Przecież on zasługuje na kogoś normalnego z kim będzie mógł iść na pizze, z kim będzie mógł spędzać każdą chwile, ja pomimo, że chciałabym to i tak jedzenie z nim wygra. Nie chcę go rozkochiwać w sobie, bo później go tylko cholernie zranię, ale nie chcę też go zostawiać, bo cholernie mi zależy. Może powinnam pozwolić jemu zadecydować? Powiedzieć o moich zaburzeniach? Nie mam odwagi, boje się tego, że nie zrozumie, albo co gorsze będzie się litował nade mną.
To złoty człowiek, wrażliwy, troskliwy, odpowiedzialny, poukładany, myśli na poważnie o nas. Idealny.
Powinnam dla niego się pozbierać, ogarnąć, albo odejść już teraz..
czwartek, 26 lipca 2012
Jestem obżydliwa
Jestem nażarta jak świnia. Wstałam specjalnie wcześniej żeby isć do sklepu na luzie. Kupiłam płatki które zjadłam całe, 350 gr co równa się 1571 kcal plus mleko, jogurt, później frytki na obiad, po drodze ciasto i ciastka jakieś, cały słonecznik 150 gr czyli około 700 kcal, a na zakończenie dnia tosty. Jakby się zastanowić i podliczyć wszystko to z 4000 kcal. Czuje się jak balon, jak można tyle zjeść? Po co mi to było. Oczywiście żeby zagłuszyć wyrzuty, ciągle sobie powtarzam od jutra głód, nie patrz na to co zjadłaś dziś.
Moja przyjaciółka mi mówi, że żyjąc tym życiem i w tym miejscu jakim żyję nigdy się nie uwolnię od obżarstwa, wstrętu do samej siebie, od wymiotów. Podobno powinnam zmienić otoczenie. Zacząć żyć na własną rękę, w innym mieście, wśród innych ludzi. Zacząć od nowa i radzić sobie samej, albo nie do końca samej. Ona ma ten sam problem co ja. Nikt mnie tak dobrze nie rozumie jak ona. Wiem, że nigdy nikt tego nie zrozumie oprócz osoby cierpiącej na to samo. Marzyłyśmy, żeby wyprowadzić się, wynająć pokój, znaleźć pracę, zacząć studia, wspierać się nawzajem. Zakończyć rozdział z tymi całymi zaburzeniami.
Jednak ja się boję, nie potrafię chyba się usamodzielnić. Co jak nie dam rady?
Moja przyjaciółka mi mówi, że żyjąc tym życiem i w tym miejscu jakim żyję nigdy się nie uwolnię od obżarstwa, wstrętu do samej siebie, od wymiotów. Podobno powinnam zmienić otoczenie. Zacząć żyć na własną rękę, w innym mieście, wśród innych ludzi. Zacząć od nowa i radzić sobie samej, albo nie do końca samej. Ona ma ten sam problem co ja. Nikt mnie tak dobrze nie rozumie jak ona. Wiem, że nigdy nikt tego nie zrozumie oprócz osoby cierpiącej na to samo. Marzyłyśmy, żeby wyprowadzić się, wynająć pokój, znaleźć pracę, zacząć studia, wspierać się nawzajem. Zakończyć rozdział z tymi całymi zaburzeniami.
Jednak ja się boję, nie potrafię chyba się usamodzielnić. Co jak nie dam rady?
środa, 25 lipca 2012
Psychiatra
Lekko zawstydzona, wystraszona. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
Spotkałam się z przyjaciółką a 5 minut po spotkaniu już siedziałam przed gabinetem psychiatry. Chyba nie zdążyłam się przygotować do tego, ale czy idzie się przygotować do tego? Może to i lepiej, że nie musiałam się zbędnie stresować w domu. Obok mnie siedział chłopak, na oko z 18 lat, był z mamą. Moja mi nawet nie zaproponowała, że może pójść ze mną. Zapisała, przekazała informacje i tyle. Przez przypadek wyszło że jesteśmy zapisani na tę samą godzinę i przeszło mi przez głowę żeby się ewakuować, nie uciec, tylko ustąpić temu chłopakowi. Potem jednak okazało się, że on był na 15 20, po prostu pomylili 5 z 7 i stąd to nieporozumienie. Weszłam, przedstawiłam się i nagle ta kobieta się na mnie patrzy i uśmiecha. Poczułam się nieswojo.. To chyba ja muszę zacząć rozmowę. Wyglądało to tak, że ja mówiłam, a ona pisała. Wypytywała o rodziców, powiedziałam o tacie alkoholiku. Doszła do wniosku, że skoro zawsze rodzice odstawiali mnie i braci od tego problemu, czyli nigdy z nami nie rozmawiali o tym że ojciec pije to nauczyli mnie, że każdy problem jaki się pojawia w moim życiu muszę rozwiązać sama, nie mam ochoty z nikim się nim dzielić, bo boję się czuć gorsza, czuć się jak ktoś kto przysparza tylko kłopoty i zmartwienia.
Próbuję być perfekcjonistką, co doprowadza do tego, że w skutek niskiej samooceny zawalam wiele rzeczy. Wmawiam sobie, że nie dam rady i odpuszczam, bądź się nie podejmuję niczego.
Problemem są tu też rodzice, którzy nie stanowią dla mnie żadnego wsparcia. Tylko, że ja nie odważę się powiedzieć im tego. Zresztą moja mama niby była zainteresowana jak wizyta u psychiatry, ale tak naprawdę to w ogóle nie chce ze mną o tym porozmawiać. Wróciłam do domu po 18, a dom był pełen ludzi i ona wtedy pyta 'jak tam było?' tak jakbym miała jej odpowiedzieć w jednym zdaniu i chyba najlepiej jakby to zdanie brzmiało 'wszystko super. już nie będę wymiotować, ani się objadać.' Rzuciłam tylko głupie 'potem Ci powiem'. Tak więc, jestem pewna, że nie wrócimy do tematu, albo powiem kilka kłamstw na odczepnego.
Dalej jestem sama z moją chorobą, mogłam się wyżalić psychiatrze, ale nie czuję, żeby to jedno spotkanie cokolwiek zmieniło w moim życiu, czy w moim myśleniu.
Spotkałam się z przyjaciółką a 5 minut po spotkaniu już siedziałam przed gabinetem psychiatry. Chyba nie zdążyłam się przygotować do tego, ale czy idzie się przygotować do tego? Może to i lepiej, że nie musiałam się zbędnie stresować w domu. Obok mnie siedział chłopak, na oko z 18 lat, był z mamą. Moja mi nawet nie zaproponowała, że może pójść ze mną. Zapisała, przekazała informacje i tyle. Przez przypadek wyszło że jesteśmy zapisani na tę samą godzinę i przeszło mi przez głowę żeby się ewakuować, nie uciec, tylko ustąpić temu chłopakowi. Potem jednak okazało się, że on był na 15 20, po prostu pomylili 5 z 7 i stąd to nieporozumienie. Weszłam, przedstawiłam się i nagle ta kobieta się na mnie patrzy i uśmiecha. Poczułam się nieswojo.. To chyba ja muszę zacząć rozmowę. Wyglądało to tak, że ja mówiłam, a ona pisała. Wypytywała o rodziców, powiedziałam o tacie alkoholiku. Doszła do wniosku, że skoro zawsze rodzice odstawiali mnie i braci od tego problemu, czyli nigdy z nami nie rozmawiali o tym że ojciec pije to nauczyli mnie, że każdy problem jaki się pojawia w moim życiu muszę rozwiązać sama, nie mam ochoty z nikim się nim dzielić, bo boję się czuć gorsza, czuć się jak ktoś kto przysparza tylko kłopoty i zmartwienia.
Próbuję być perfekcjonistką, co doprowadza do tego, że w skutek niskiej samooceny zawalam wiele rzeczy. Wmawiam sobie, że nie dam rady i odpuszczam, bądź się nie podejmuję niczego.
Problemem są tu też rodzice, którzy nie stanowią dla mnie żadnego wsparcia. Tylko, że ja nie odważę się powiedzieć im tego. Zresztą moja mama niby była zainteresowana jak wizyta u psychiatry, ale tak naprawdę to w ogóle nie chce ze mną o tym porozmawiać. Wróciłam do domu po 18, a dom był pełen ludzi i ona wtedy pyta 'jak tam było?' tak jakbym miała jej odpowiedzieć w jednym zdaniu i chyba najlepiej jakby to zdanie brzmiało 'wszystko super. już nie będę wymiotować, ani się objadać.' Rzuciłam tylko głupie 'potem Ci powiem'. Tak więc, jestem pewna, że nie wrócimy do tematu, albo powiem kilka kłamstw na odczepnego.
Dalej jestem sama z moją chorobą, mogłam się wyżalić psychiatrze, ale nie czuję, żeby to jedno spotkanie cokolwiek zmieniło w moim życiu, czy w moim myśleniu.
piątek, 20 lipca 2012
Czasami próbuję znaleźć wytłumaczenie, dlaczego zachorowałam, co mnie podkusiło do tak drastycznego sposobu na odchudzanie. Na pewno pragnienie bycia szczupłym, chudym.
Teraz gdy zagłębiam się w to co to jest DDA, to odnajduję tam wiele moich cech, tak mam ojca alkoholika.
'Dzieci alkoholików nie realizują wielu swoich pomysłów, planów i zamierzeń. Niekiedy ciężko im w ogóle zabrać się do czegokolwiek. Obawiają się przy tym, że nie potrafią zrobić niczego tak dobrze, jakby tego chcieli.{...} Oczekiwanie od siebie doskonałości blokuje często ich wysiłki. Nie rozpoczynają lub nie kończą swojej pracy, aby uniknąć krytyki ze strony innych osób lub własnego niezadowolenia. '
Od małego uwielbiałam być we wszystkim najlepsza, czułam wtedy, że jestem dobra, a chwalenie się przed rodzicami sprawiało mi ogromną radość, wtedy skupiali się na mnie. Tak jest cały czas, tyle tylko, że teraz tracę dużo szybciej zapał. Idąc na studia, cieszyłam się, że będę pierwsza w naszej rodzinie po studiach, a poszłam na dzienne ponieważ moi rodzice tego oczekiwali, nie chciałam ich rozczarować, dlatego jak też zaprzestałam chodzić na uczelnie, ukrywałam to przez długi czas, wychodziłam z domu, włóczyłam się po mieście, byleby tylko nie przyznać się do porażki. Zawsze próbuje dążyć do perfekcji, być lepsza od kogoś.
'Dzieci z rodziny alkoholowej nauczyły się, że kłamstwo jest rzeczą naturalną. Niekiedy pozwalało przetrwać trudne chwile, uniknąć kary lub uzyskać jakąś korzyść. Bycie szczerym, otwartym i mówienie prawdy było niewłaściwe i nie na miejscu. W rodzinie alkoholowej rzadko omawia się bolesne i trudne sprawy. Powodują one bowiem silne emocje, których lepiej i bezpieczniej jest nie wyzwalać. Lepiej przemilczeć pewne rzeczy niż wywołać awanturę i narazić się na atak kogoś z rodziny'
Do teraz, po tym jak wszyscy musimy oglądać pijanego ojca, na drugi dzień rano, jest zawsze awantura, a raczej monolog mamy do taty. Wygląda to raczej tak, że obiecywał, że nie będzie już pić. On wtedy się tłumaczy jak to przypadkiem się stało, że się napił. Czyli stek kłamstw wymyślonych na poczekaniu.
Ja potem nie potrafię spojrzeć mu w oczy, unikam rozmowy z nim, jestem rozczarowana, że znowu skłamał, że znowu obiecał, że nie będzie, a było i na pewno będzie.
'Dzieci alkoholików postrzegają siebie w złym świetle, potrafią podtrzymywać negatywny obraz własnej osoby, nawet kiedy fakty dowodzą czegoś przeciwnego. Obwiniają się, surowo osądzają siebie i czują się odpowiedzialne za wszelkie niepowodzenia.'
Negatywne postrzeganie siebie.. ja nienawidzę siebie i wszystkiego co robię. Coraz częściej zastanawiam się czy bulimia nie wynika z tego, że chciałam kontrolować chociaż jedną rzecz w swoim życiu, być chudym, podziwianym. Gdy schudłam normalnie pierwszy raz, mama mi ciągle powtarzała jaka jestem chudziutka, jaka laska ze mnie. Potem słyszałam tylko oglądając zdjęcia z wakacji 'oj ale byłaś chuda', nie raz w jakimś kontekście słyszałam od mamy 'no chudzina to z ciebie nie jest'. Ja wiem , że to prawda, ale ja odczytuje takie słowa jako 'jesteś gruba'. - ' Niekiedy uzależniają się emocjonalnie od sądów i opinii osób, które są im bliskie. Jeśli ktoś je pochwali, to czują się wspaniale, lecz jeśli zgani lub skrytykuje, czują się beznadziejnie. Pozwalają w ten sposób innym decydować o ich samopoczuciu.'
Jak najbardziej prawda, chociaż czasem próbuję udawać, że wszystko gra to w samotności przeżywam to co ktoś mi powiedział, dla niego to pewnie nic nie znaczące rzucone słowo, dla mnie bardzo raniące.
Jest tych przykładów wiele, wszystko tak bardzo pasuje do mnie, ale chyba nigdy nie przyznam się rodzicom, że moja bulimia mogła się narodzić z powodu alkoholizmu ojca. Chyba nie chcę.
Teraz gdy zagłębiam się w to co to jest DDA, to odnajduję tam wiele moich cech, tak mam ojca alkoholika.
'Dzieci alkoholików nie realizują wielu swoich pomysłów, planów i zamierzeń. Niekiedy ciężko im w ogóle zabrać się do czegokolwiek. Obawiają się przy tym, że nie potrafią zrobić niczego tak dobrze, jakby tego chcieli.{...} Oczekiwanie od siebie doskonałości blokuje często ich wysiłki. Nie rozpoczynają lub nie kończą swojej pracy, aby uniknąć krytyki ze strony innych osób lub własnego niezadowolenia. '
Od małego uwielbiałam być we wszystkim najlepsza, czułam wtedy, że jestem dobra, a chwalenie się przed rodzicami sprawiało mi ogromną radość, wtedy skupiali się na mnie. Tak jest cały czas, tyle tylko, że teraz tracę dużo szybciej zapał. Idąc na studia, cieszyłam się, że będę pierwsza w naszej rodzinie po studiach, a poszłam na dzienne ponieważ moi rodzice tego oczekiwali, nie chciałam ich rozczarować, dlatego jak też zaprzestałam chodzić na uczelnie, ukrywałam to przez długi czas, wychodziłam z domu, włóczyłam się po mieście, byleby tylko nie przyznać się do porażki. Zawsze próbuje dążyć do perfekcji, być lepsza od kogoś.
'Dzieci z rodziny alkoholowej nauczyły się, że kłamstwo jest rzeczą naturalną. Niekiedy pozwalało przetrwać trudne chwile, uniknąć kary lub uzyskać jakąś korzyść. Bycie szczerym, otwartym i mówienie prawdy było niewłaściwe i nie na miejscu. W rodzinie alkoholowej rzadko omawia się bolesne i trudne sprawy. Powodują one bowiem silne emocje, których lepiej i bezpieczniej jest nie wyzwalać. Lepiej przemilczeć pewne rzeczy niż wywołać awanturę i narazić się na atak kogoś z rodziny'
Do teraz, po tym jak wszyscy musimy oglądać pijanego ojca, na drugi dzień rano, jest zawsze awantura, a raczej monolog mamy do taty. Wygląda to raczej tak, że obiecywał, że nie będzie już pić. On wtedy się tłumaczy jak to przypadkiem się stało, że się napił. Czyli stek kłamstw wymyślonych na poczekaniu.
Ja potem nie potrafię spojrzeć mu w oczy, unikam rozmowy z nim, jestem rozczarowana, że znowu skłamał, że znowu obiecał, że nie będzie, a było i na pewno będzie.
'Dzieci alkoholików postrzegają siebie w złym świetle, potrafią podtrzymywać negatywny obraz własnej osoby, nawet kiedy fakty dowodzą czegoś przeciwnego. Obwiniają się, surowo osądzają siebie i czują się odpowiedzialne za wszelkie niepowodzenia.'
Negatywne postrzeganie siebie.. ja nienawidzę siebie i wszystkiego co robię. Coraz częściej zastanawiam się czy bulimia nie wynika z tego, że chciałam kontrolować chociaż jedną rzecz w swoim życiu, być chudym, podziwianym. Gdy schudłam normalnie pierwszy raz, mama mi ciągle powtarzała jaka jestem chudziutka, jaka laska ze mnie. Potem słyszałam tylko oglądając zdjęcia z wakacji 'oj ale byłaś chuda', nie raz w jakimś kontekście słyszałam od mamy 'no chudzina to z ciebie nie jest'. Ja wiem , że to prawda, ale ja odczytuje takie słowa jako 'jesteś gruba'. - ' Niekiedy uzależniają się emocjonalnie od sądów i opinii osób, które są im bliskie. Jeśli ktoś je pochwali, to czują się wspaniale, lecz jeśli zgani lub skrytykuje, czują się beznadziejnie. Pozwalają w ten sposób innym decydować o ich samopoczuciu.'
Jak najbardziej prawda, chociaż czasem próbuję udawać, że wszystko gra to w samotności przeżywam to co ktoś mi powiedział, dla niego to pewnie nic nie znaczące rzucone słowo, dla mnie bardzo raniące.
Jest tych przykładów wiele, wszystko tak bardzo pasuje do mnie, ale chyba nigdy nie przyznam się rodzicom, że moja bulimia mogła się narodzić z powodu alkoholizmu ojca. Chyba nie chcę.
czwartek, 19 lipca 2012
Samotność wśród ludzi.
Ciągle mówię sobie, że jutro będzie inaczej, nie zrobię tego, nie chcę już, mam dość, czuje ogromne obrzydzenie, wstręt do samej siebie, do tego co robię. Przecież ja rządzę swoim ciałem, to ja ciągle popełniam błąd i nikt inny jak ja sama nie może mi kazać zaprzestać, a skoro ja nie potrafię to dlaczego niby psycholog czy psychiatra dałby radę? Dlaczego tak ciężko jest sobie z tym poradzić.
Przecież mam marzenia, mam wspaniałych przyjaciół, chłopaka, rodzinę. Którzy i tak nie raz cierpią przez moją buli, przez to, że wolę albo raczej muszę być z nią zamiast pojechać do przyjaciółki, wyjść z chłopakiem na spacer czy posiedzieć zwyczajnie z mamą.
Wstaję rano z myślą, że muszę się najeść, a raczej nażreć. Idę do łazienki myję włosy, robię makijaż, a wszystko dla niej. Wskakuje w rurki, ubieram jakąś bluzkę, biorę torebkę i idę do najbliższego samoobsługowego sklepu. Na głodny żołądek mam ochotę na wszystko, ciastka, batony, czekolada, paluszki, chipsy. Biorę ogromną ilość jedzenia i idę do kasy. Tam zawstydzona rozglądam się czy nie ma jakiegoś znajomego, kogokolwiek kto mógłby pomyśleć 'ile ona je! przecież jest gruba, będzie jeszcze bardziej'. Płacę, pakuję wszystko do torebki i szybko idę do domu. Ledwo wchodzę i już mam w buzi kilka ciastek, ledwo siadam na łóżku i już jem paluszki. Jestem sama w domu. Nie muszę się ukrywać w swoim pokoju. Siedzę w salonie i jem już batony. Po zjedzeniu wszystkiego czuję, że mam pełny żołądek, ale nie chcę tak bardzo wisieć z głową nad ubikacją, wolę iść jeszcze po kilka kanapek, żeby odwlec w czasie ten niemiły moment. Czuje się wtedy jak ktoś dla kogo nic innego się nie liczy, nie odbieram wtedy telefonów, nie otwieram drzwi listonoszowi. Istnieje tylko jedno. Jedzenie.
W końcu robię tę okropną rzecz, jestem rozczarowana, że znowu. Jestem zapłakana, jestem obrzydliwa.
Wstaję, myję zęby, płuczę usta i wychodzę jak gdyby nigdy nic. Znowu udaję. Udaję normalną, szczęśliwą dziewczynę. Oszukuję wszystkich wkoło.
Przyznanie się do tego, że choruję nie jest łatwe, a szczególnie najbliższym.
Ja nie wypieram się tego, że mam problem, ja po prostu nie chcę robić problemu innym.
Kiedyś myślałam, że jak moja mama się dowie to cały świat się zawali, będzie to strasznie przeżywać, pośle mnie do najlepszego specjalisty, będzie próbowała mi wynagrodzić to, że przez tak długi czas nic nie zauważyła, a co najgorsze, że będzie się obwiniać o to.
Mój tata z kolei będzie przeżywał to jeszcze bardziej, jestem jego ukochaną córeczką, rozczaruję go, ale nie da mi tego po sobie poznać. Wyda fortunę, tylko po to abym otrzymała należytą pomoc. Jest szczodry.
Tymczasem, gdy ja odważyłam się przyznać do BULIMII, gdy dławiąc się łzami, mówiłam mamie o tym, nie dostałam zrozumienia. Zostałam poklepana po plecach, usłyszałam kilka słów, że nie jestem gruba, że powinnam jeść regularnie posiłki w mniejszych ilościach, że POWINNAM wykazać trochę chęci i przestrzegać diety, a wtedy wszystko będzie dobrze.
Wtedy poczułam przeogromny ból. NIKT nigdy nie zrozumie osoby cierpiącej na tę chorobę, jak druga taka osoba. Dla moich rodziców jest to tak odległy temat, że odkąd wiedzą (3 miesiące) to unikają go.
Mama jedyne co potrafi zrobić to zwracać mi uwagę jak nie siadam z nimi do obiadu, robi mi wyrzuty.
Czuję się cholernie osamotniona, nie mam wsparcia w nikim.
Przecież mam marzenia, mam wspaniałych przyjaciół, chłopaka, rodzinę. Którzy i tak nie raz cierpią przez moją buli, przez to, że wolę albo raczej muszę być z nią zamiast pojechać do przyjaciółki, wyjść z chłopakiem na spacer czy posiedzieć zwyczajnie z mamą.
Wstaję rano z myślą, że muszę się najeść, a raczej nażreć. Idę do łazienki myję włosy, robię makijaż, a wszystko dla niej. Wskakuje w rurki, ubieram jakąś bluzkę, biorę torebkę i idę do najbliższego samoobsługowego sklepu. Na głodny żołądek mam ochotę na wszystko, ciastka, batony, czekolada, paluszki, chipsy. Biorę ogromną ilość jedzenia i idę do kasy. Tam zawstydzona rozglądam się czy nie ma jakiegoś znajomego, kogokolwiek kto mógłby pomyśleć 'ile ona je! przecież jest gruba, będzie jeszcze bardziej'. Płacę, pakuję wszystko do torebki i szybko idę do domu. Ledwo wchodzę i już mam w buzi kilka ciastek, ledwo siadam na łóżku i już jem paluszki. Jestem sama w domu. Nie muszę się ukrywać w swoim pokoju. Siedzę w salonie i jem już batony. Po zjedzeniu wszystkiego czuję, że mam pełny żołądek, ale nie chcę tak bardzo wisieć z głową nad ubikacją, wolę iść jeszcze po kilka kanapek, żeby odwlec w czasie ten niemiły moment. Czuje się wtedy jak ktoś dla kogo nic innego się nie liczy, nie odbieram wtedy telefonów, nie otwieram drzwi listonoszowi. Istnieje tylko jedno. Jedzenie.
W końcu robię tę okropną rzecz, jestem rozczarowana, że znowu. Jestem zapłakana, jestem obrzydliwa.
Wstaję, myję zęby, płuczę usta i wychodzę jak gdyby nigdy nic. Znowu udaję. Udaję normalną, szczęśliwą dziewczynę. Oszukuję wszystkich wkoło.
Przyznanie się do tego, że choruję nie jest łatwe, a szczególnie najbliższym.
Ja nie wypieram się tego, że mam problem, ja po prostu nie chcę robić problemu innym.
Kiedyś myślałam, że jak moja mama się dowie to cały świat się zawali, będzie to strasznie przeżywać, pośle mnie do najlepszego specjalisty, będzie próbowała mi wynagrodzić to, że przez tak długi czas nic nie zauważyła, a co najgorsze, że będzie się obwiniać o to.
Mój tata z kolei będzie przeżywał to jeszcze bardziej, jestem jego ukochaną córeczką, rozczaruję go, ale nie da mi tego po sobie poznać. Wyda fortunę, tylko po to abym otrzymała należytą pomoc. Jest szczodry.
Tymczasem, gdy ja odważyłam się przyznać do BULIMII, gdy dławiąc się łzami, mówiłam mamie o tym, nie dostałam zrozumienia. Zostałam poklepana po plecach, usłyszałam kilka słów, że nie jestem gruba, że powinnam jeść regularnie posiłki w mniejszych ilościach, że POWINNAM wykazać trochę chęci i przestrzegać diety, a wtedy wszystko będzie dobrze.
Wtedy poczułam przeogromny ból. NIKT nigdy nie zrozumie osoby cierpiącej na tę chorobę, jak druga taka osoba. Dla moich rodziców jest to tak odległy temat, że odkąd wiedzą (3 miesiące) to unikają go.
Mama jedyne co potrafi zrobić to zwracać mi uwagę jak nie siadam z nimi do obiadu, robi mi wyrzuty.
Czuję się cholernie osamotniona, nie mam wsparcia w nikim.
środa, 18 lipca 2012
Bezradność
Wiesz jak to jest gdy masz tak niską samoocenę? Wszystko co robisz, co chcesz zrobić jest uzależnione od tego jak wyglądasz, a raczej tego jak się postrzegasz. Ja jestem pełna energii i chęci gdy czuję się szczupło, gdy mam pusty żołądek, wtedy jestem pewna siebie i mogę wszystko.
Tak zaczynałam robić prawo jazdy, pełna zapału, chodziłam na jazdy, miałam super instruktora, który ciągle podkreślał, że jestem ładna. Nagle stwierdził, że się zwalnia, źle go traktują, mało zarabia i muszę wziąć sobie nowego instruktora. Wtedy miałam przerwę, były święta i wielkie obżarstwo, zamknęłam się w domu i jadłam, co znaczy, że tyłam, sylwestra też spędziłam w domu. Potem olałam jazdy z nowym instruktorem, bo musiałam najpierw schudnąć, żeby móc wyjść gdziekolwiek. Miałam ogarnąć się w tydzień i jeździć, ale minęło już pół roku i coraz ciężej jest mi iść do ośrodka i powiedzieć, że chcę skończyć ten kurs. Tak jest z wszystkim, mam chyba słomiany zapał. Bardzo chcę cokolwiek w swoim życiu doprowadzić do końca, chociażby tę chorobę, ale wiem, że bulimiczką będę już do końca życia, tak.. to jest jak alkoholizm czy inny rodzaj uzależnienia, może wrócić w każdym momencie. Do mnie tak właśnie wraca. Potrafię nie wymiotować np. miesiąc, ale wtedy jem i tyje, a żeby schudnąć wymiotuje. To błędne koło, które powoli mnie wykończy. Mam wizytę u psychiatry, we wtorek. Bardzo chce, żeby to coś mi pomogło, nakierowało mnie w dobrą stronę, w stronę wolności.
Tak zaczynałam robić prawo jazdy, pełna zapału, chodziłam na jazdy, miałam super instruktora, który ciągle podkreślał, że jestem ładna. Nagle stwierdził, że się zwalnia, źle go traktują, mało zarabia i muszę wziąć sobie nowego instruktora. Wtedy miałam przerwę, były święta i wielkie obżarstwo, zamknęłam się w domu i jadłam, co znaczy, że tyłam, sylwestra też spędziłam w domu. Potem olałam jazdy z nowym instruktorem, bo musiałam najpierw schudnąć, żeby móc wyjść gdziekolwiek. Miałam ogarnąć się w tydzień i jeździć, ale minęło już pół roku i coraz ciężej jest mi iść do ośrodka i powiedzieć, że chcę skończyć ten kurs. Tak jest z wszystkim, mam chyba słomiany zapał. Bardzo chcę cokolwiek w swoim życiu doprowadzić do końca, chociażby tę chorobę, ale wiem, że bulimiczką będę już do końca życia, tak.. to jest jak alkoholizm czy inny rodzaj uzależnienia, może wrócić w każdym momencie. Do mnie tak właśnie wraca. Potrafię nie wymiotować np. miesiąc, ale wtedy jem i tyje, a żeby schudnąć wymiotuje. To błędne koło, które powoli mnie wykończy. Mam wizytę u psychiatry, we wtorek. Bardzo chce, żeby to coś mi pomogło, nakierowało mnie w dobrą stronę, w stronę wolności.
Nigdy nie będę wolna
Z utęsknieniem patrzę wstecz. Na momenty gdy byłam beztrosko szczęśliwa, gdy potrafiłam nie przejmować się tym co zjadłam, wychodziłam na dwór do rówieśników. Bawiliśmy się w sztandary, mokre pieluchy, kwadraty, wracałam do domu z myślą, że jutro będzie tak samo. Dzisiaj gdy myślę o jutrze to od razu robię się smutna, nie chce żeby jutro było tak samo, tak samo źle, tak samo okropnie z moimi myślami.
Zawsze gdy się budzę pierwszą myślą jest ona, ta okropna choroba która zawładnęła moim życiem, jest wciąż obok mnie. Siedząc w kinie z chłopakiem nie myślę o tym, że po seansie będę z nim się przytulać i całować, cieszyć swoją obecnością, ja myślę o tym żeby jak najszybciej znaleźć się w domu bo czeka tam na mnie kebab. Takich historii jest wiele, zrujnowałam tyle ważnych spraw na rzecz jedzenia. Nienawidzę siebie, nienawidzę swojego życia, a co najgorsze boję się przyszłości. Nie chcę się użalać nad sobą, nie potrzebuje współczucia, potrzebuję się wygadać.
Zawsze gdy się budzę pierwszą myślą jest ona, ta okropna choroba która zawładnęła moim życiem, jest wciąż obok mnie. Siedząc w kinie z chłopakiem nie myślę o tym, że po seansie będę z nim się przytulać i całować, cieszyć swoją obecnością, ja myślę o tym żeby jak najszybciej znaleźć się w domu bo czeka tam na mnie kebab. Takich historii jest wiele, zrujnowałam tyle ważnych spraw na rzecz jedzenia. Nienawidzę siebie, nienawidzę swojego życia, a co najgorsze boję się przyszłości. Nie chcę się użalać nad sobą, nie potrzebuje współczucia, potrzebuję się wygadać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)